Służba wojskowa gruzińskich emigrantów w Wojsku Polskim to jedna z najmniej znanych, a jednocześnie najbardziej dramatycznych i chlubnych kart historii XX wieku. To opowieść o ludziach, którzy po utracie własnej ojczyzny wybrali Polskę jako swój drugi dom i walczyli o jej wolność do ostatniej kropli krwi.
Wszystko zaczęło się w 1921 roku. Po bolszewickiej okupacji Gruzji, około 700 uchodźców przebywających w Konstantynopolu — w dużej mierze wojskowych — poprosiło o pomoc zaprzyjaźnione państwa. Podczas gdy Francja i Grecja przyjęły jedynie nieliczne grupy, Naczelnik Państwa Polskiego, Józef Piłsudski, podjął strategiczną i moralną decyzję: otworzył drzwi polskiej armii dla gruzińskich oficerów i podchorążych.
Już pod koniec 1921 roku pierwsi gruzińscy kadeci rozpoczęli naukę w warszawskich szkołach wojskowych. Mimo bariery językowej i późniejszego dołączenia do programu, opanowali go z niezwykłą intensywnością. Gruzini szybko zyskali sławę znakomitych jeźdźców i szermierzy, szczególnie w Centrum Wyszkolenia Kawalerii w Grudziądzu. Co ciekawe, w tamtym okresie Gruzini stanowili niemal 10% słuchaczy warszawskiej Szkoły Podchorążych.
Gruzini służyli w polskiej armii jako oficerowie kontraktowi. Ta unikalna forma prawna pozwalała im zachować obywatelstwo gruzińskie, korzystając jednocześnie z tych samych praw i obowiązków, co polscy oficerowie. Wyznaczano ich na dublerów, uczestniczyli we wszystkich wielkich manewrach i opanowywali najnowocześniejsze technologie wojskowe tamtych czasów — lotnictwo oraz broń pancerną.
Profesjonalizm gruzińskich oficerów stał się legendarny. Na przykład Arkadi Skhirtladze wykładał aeronawigację w słynnej "Szkole Orląt" w Dęblinie, a niemal cyrkowe umiejętności jeździeckie i władanie szablą podporucznika Dadianiego do dziś pojawiają się we wspomnieniach polskich towarzyszy broni.
Jednak prawdziwa próba nadeszła 1 września 1939 roku. Mimo że jako obywatele obcego państwa nie mieli obowiązku walczyć, wszyscy gruzińscy oficerowie wyrazili chęć pójścia na front. Walczyli przeciwko niemieckiej agresji od pierwszych dni. Podczas obrony Warszawy pułkownik Walerian Tevzadze dał się poznać jako dowódca „twardy jak krzemień”, a kapitan Ratishvili oddał życie w walce z agresją sowiecką.
Losy gruzińskich żołnierzy tragicznie splotły się z losem Polski: trzech z nich — major Mamaladze oraz kapitanowie Skhirtladze i Rusiashvili — zostało zamordowanych przez bolszewików wraz z polskimi oficerami w Lesie Katyńskim. Ci, którzy uniknęli niemieckiej niewoli, dołączyli do polskiego ruchu oporu — Armii Krajowej. Wśród nich był Walerian Tevzadze, który do końca życia pozostał w Polsce, lecz musiał żyć pod przybranym nazwiskiem Walery Krzyżanowski aż do 1987 roku, aby uniknąć represji reżimu komunistycznego.
Historia Waleriana Tevzadze to najbardziej wymowny finał tej epopei. Człowiek, który za obronę Warszawy został odznaczony najwyższym polskim orderem wojskowym, Virtuti Militari, po wojnie nie mógł wrócić do ojczyzny — tam czekała go śmierć. Co więcej, nie mógł zostać w Polsce pod własnym nazwiskiem, gdyż sowieckie służby specjalne prowadziły prawdziwe polowanie na oficerów kontraktowych.
Tak zniknął pułkownik Tevzadze, a pojawił się Walery Krzyżanowski. Całe pozostałe życie spędził z cudzym nazwiskiem i biografią, tak że nikt nie znał jego prawdziwego pochodzenia. Dopiero w 1987 roku, po jego śmierci, gdy otwarto testament, prawda wyszła na jaw.